Dodano: 06 październik 2021r.

„Rozrusznik mózgu” pomógł pacjentce wyjść z ciężkiej depresji

Nowa forma elektrycznej stymulacji mózgu przyniosła poprawę u 36-letniej pacjentki od lat cierpiącej na oporną na leczenie depresję. Wszystko dzięki wszczepionemu implantowi, nazywanemu potocznie „rozrusznikiem mózgu”, który dostarcza krótkie impulsy energii elektrycznej do określonych miejsc w jej mózgu. Naukowcy, którzy opracowali implant mają nadzieję, że zmieni on życie osób, które nie reagują na leki przeciwdepresyjne.

„Rozrusznik mózgu” pomógł pacjentce wyjść z ciężkiej depresji

 

Depresja może być długotrwałym i nieustępliwym stanem. Szacuje się, że nawet jedna trzecia osób z depresją nie reaguje na leczenie. Takim pacjentom nie pomaga żadna terapia. Na szczęście naukowcy na całym świecie nieustannie pracują nad nowymi opcjami leczenia. Jedną z takich terapii jest nowo zaprojektowany implant mózgowy.

Głęboka stymulacja mózgu, w której elektrody wytwarzające starannie dostrojone sygnały elektryczne są wszczepiane w odpowiednie obszary mózgu, była już próbowana w leczeniu różnych schorzeń neurologicznych – m.in. u osób chorych na epilepsję czy dystonię. Jednak najciekawsze i najbardziej obiecujące wyniki uzyskano u pacjentów cierpiących na chorobę Parkinsona. To też skłoniło różne zespoły badawcze do wypróbowania metody u osób z depresją, ale bez większych sukcesów.

Spersonalizowane podejście

Zespół naukowców z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco uznał, że tradycyjne implanty do głębokiej stymulacji mózgu stosowane przy depresji nie biorą pod uwagę różnic między poszczególnymi osobami. Zidentyfikowali biomarker, w tym przypadku specyficzny wzór fal mózgowych, który nie został wcześniej rozpoznany w przypadku poważnych zaburzeń depresyjnych i wykorzystali go do spersonalizowania urządzenia, by stymulować tylko wtedy, kiedy biomarker zostanie zauważony.

Zespół umieścił elektrody w mózgu 36-letniej pacjentki od lat zmagającej się z ciężką formą depresji, z uwzględnieniem obszarów mózgu, gdzie wyrażany był zidentyfikowany uprzednio biomarker. Uczeni przyjęli taką strategię, że jedna elektroda będzie wykrywać biomarker, a druga wytworzy po jego wykryciu niewielką ilość energii elektrycznej w głębi mózgu. Ustalenie najlepszej lokalizacji w mózgu do zaimplementowania elektrod do złagodzenia objawów depresji zajęło trochę czasu, ale opłaciło się. Stan kobiety po stymulacji wykazywał znaczną poprawę.

- Skuteczność tej terapii pokazała, że ​​nie tylko zidentyfikowaliśmy prawidłowy obwód mózgu i biomarker, ale byliśmy w stanie odtworzyć go na zupełnie innej, późniejszej fazie badania przy użyciu wszczepionego urządzenia – powiedziała Katherine Scangos z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco, pierwsza autorka publikacji, która ukazała się na łamach pisma „Nature Medicine” (DOI: 10.1038/s41591-021-01480-w). - Ten sukces sam w sobie jest niesamowitym postępem w naszej wiedzy na temat funkcji mózgu, która leży u podstaw chorób psychicznych - dodała.

Przypadek Sarah

Pacjentką, na której po raz pierwszy przetestowano nowe podejście, była 36-letnia Sarah, od lat cierpiąca na ciężką i oporną na leczenie depresję. Interwencja naukowców, która właściwie miała być tylko weryfikacją koncepcji, przyniosła kobiecie znaczną ulgę i może dać nadzieję wielu takim jak ona. Jedyne co może budzić obawy to konieczność wszczepienia specjalnie zaprojektowanego „rozrusznika mózgu”.

- Byłam w głębokiej depresji. To nie było życie warte życia - powiedziała Sarah i dodała, że przed terapią nieustannie towarzyszyły jej myśli samobójcze, nie mogła spać i popadała w apatię.

Pomyślne rezultaty nowej terapii zostały jak dotąd osiągnięte jedynie u jednej pacjentki – Sarah. Nie wiadomo jeszcze, jak zastosowane u 36-latki podejście będzie się sprawdzać w miarę upływu czasu i u innych osób. Dla Sarah, jak sama przyznaje, zmiany były ogromne. - W pierwszych miesiącach depresja złagodziła się tak gwałtownie, że nie byłam pewna, czy to się utrzyma. Ale to trwało. Zdałam sobie sprawę, że to urządzenie naprawdę działa – przyznała.

Nowe w tej terapii jest to, że stymulacja mózgu ma miejsce dopiero po pojawieniu się objawów lub, w tym przypadku, biomarkera. W poprzednich badaniach stymulację wykonywano w sposób ciągły w ustalonych odstępach czasu, a nie wtedy, gdy pojawia się specyficzna depresyjna aktywność mózgu. To samo w sobie może być ogromną zmianą, która sprawi, że technika będzie bardziej skuteczna.

Jednak ten biomarker najprawdopodobniej nie jest uniwersalny, co oznacza, że ​​naukowcy będą musieli znaleźć indywidualną wersję biomarkera dla każdego pacjenta, aby móc leczyć go w ten sam sposób.

Dalsze badania

Naukowcy już rozpoczęli rekrutację większej liczby cierpiących na ciężką depresję pacjentów, by sprawdzić, czy uda się znaleźć bardziej spersonalizowane markery depresji.

- Musimy przyjrzeć się, jak te obwody różnią się u pacjentów i powtórzyć tę pracę wiele razy. Musimy też sprawdzić, czy biomarker lub obwód mózgu danej osoby zmienia się w czasie w miarę kontynuowania leczenia – powiedziała Scangos.

To jest sam początek projektowania terapii i naukowcy zakładają, że będą mieli jeszcze wiele wyzwań, zanim będzie to potencjalna opcja dla pacjentów spoza środowiska badawczego. Ale dla osób z depresją oporną na leczenie, taka spersonalizowana terapia daje nadzieję na normalne życie.

- Opracowaliśmy precyzyjne podejście medyczne, które z powodzeniem poradziło sobie z lekooporną depresją naszej pacjentki, identyfikując i modulując obwód w jej mózgu, który jest związany z jej objawami – powiedział Andrew Krystal, członek zespołu Scangos. - To badanie wskazuje drogę do nowego paradygmatu, który jest rozpaczliwie potrzebny w psychiatrii – dodał.

 

Źródło: Science Alert, University of California, San Francisco, fot. Ken Probst/ University of California, San Francisco