Projekt „szarańcza”. Armia USA testuje rój dronów

Pentagon w ramach prac nad nowym rodzajem broni wypuścił nad poligonem w Kalifornii ponad setkę małych, samodzielnych dronów, które następnie utworzyły formację i przeszły do działań zaczepnych. Projekt nosi nazwę „szarańcza”.

Tak może wyglądać przyszłość na polu bitwy. Projekt „LOCUST” (Low-Cost UAV Swarming Technology) to współczesna wersja bojowa szarańczy. Bezzałogowe jednostki latające  mogą działać samodzielnie lub wykonywać polecenia z centrum dowodzenia. Mają działać na podobnej zasadzie, co szarańcza – przemieszczać się dużymi grupami i siać spustoszenie w szeregach wroga.

Wojskowi stratedzy mają duże nadzieje związane z projektem „szarańczy”. Drony są stosunkowo tanie w produkcji, a setki takich maszyn są w stanie przytłoczyć obronę przeciwnika samą swoją liczebnością. Rozwój nowych systemów broni autonomicznych był możliwy dzięki postępowi w pracach nad systemami sztucznej inteligencji.

Rój dronów

Test roju dronów miał miejsce w październiki ubiegłego roku, jednak dane z jego przebiegu zostały upublicznione dopiero teraz. Nad poligonem w Kalifornii wypuszczono z samolotów 103 drony. Każdy z nich miał około 16 centymetrów długości.

– Drony zademonstrowały zaawansowane zachowania roju, takie jak wspólne podejmowanie decyzji czy dostosowanie się do formacji. Rój działa jak jednolity organizm. Każdy dron komunikuje się i współpracuje z innymi dronami. Rój nie ma lidera i może dostosować się do każdych warunków. Gdy jedne dron zostaje wyeliminowany, inny przejmuje jego rolę, by zrealizować misję – powiedział William Roper z Pentagonu.

Sam pomysł narodził się w 2012 roku. To wtedy amerykańscy analitycy wojskowi wzięli pod lupę scenariusze ataku setkami małych dronów na przeciwnika. Symulacje pokazały, że obecnie stosowane amerykańskie systemy obrony nie mają szans w starciu z taką szarańczą. Na osiem dronów kamikaze atakujących niszczyciela, prawie połowa dochodziła do celu.

Tak małe jednostki mają niewielką sygnaturę radarową, co pozwala im pozostać niezauważonym niemal do samego momentu ataku. Jest już wtedy za późno, by obrona użyła pocisków rakietowych. Pozostają szybkostrzelne działka, ale przy prędkości roju rzędu 250 km/h i bardzo późnym momentem wykrycia roju na radarze, czasu na reakcję pozostaje bardzo mało.

Perdix

Drony użyte w teście nazywają się Perdix. To już szósta generacja takich urządzeń stworzonych przez inżynierów z armii USA. Podczas testów pojawiła się ekipa telewizji CBS, żeby zrobić materiał o nowej zabawce amerykańskich wojskowych. Operatorzy mieli trudności ze zrealizowaniem materiału z powodu trudności z uchwyceniem szybko poruszających się dronów. Dodatkowym problemem dla operatorów był nieprzewidywalny kierunek lotu chmary.

Dron Perdix
Dron Perdix

Rój dronów w warunkach bojowych może być niezwykle skuteczny. Sama idea ma ogromy potencjał. Inteligentny rój może wysłać jednego drona na zwiad, podczas gdy pozostałe mogą dzielić się na grupy i wykonywać oddzielne zadania. Obecne systemy ochrony nie są w stanie obronić się przed taką chmarą. Ale nie tylko działania zaczepne mogą być przydzielane szarańczy. Taki rój może stworzyć skuteczną barierę ochronną dla własnych jednostek.

Same drony mogą okazać się za małe, by zniszczyć duże jednostki, ale mogą skutecznie pozbawić przeciwnika kluczowych systemów takich jak napęd czy wyrzutnie rakietowe. Choć w przypadku, gdy np. co dziesiąty bezzałogowiec będzie przenosił ładunek wybuchowy i duże jednostki mogą zostać unieszkodliwione.

W planach jest także zbudowanie czegoś w rodzaju doran-matki, gdzie poszczególne bezzałogowce mogłyby uzupełnić uzbrojenie lub naładować baterie czy pobrać paliwo.

Polacy też pracują nad podobną bronią

Podobną technologią rozwijają także Polacy. Eksperci z Wojskowej Akademii Technicznej (WAT) pracują nad systemem rozpoznawczo-uderzeniowym na potrzeby polskiej armii. System ma funkcjonować na zasadzie roju owadów i w założeniach składać się będzie z drona-matki, który będzie transportował pozostałe drony, dronów służących do bezpośredniego ataku oraz jednostek, których celem będzie zwiad i rozpoznanie.

System ma być gotowy w 2021 roku i ma kosztować ponad 100 milionów złotych. Technologia ma służyć przede wszystkim do zwiadu, ale też do niszczenie kluczowej infrastruktury przeciwnika. Nad opracowaniem systemu pracują eksperci z WAT wraz z firmami Asseco Poland oraz Flytronic.

 

Źródło: phys.org, polska-zbrojna.pl, AFP, dzienniknaukowy.pl