Dodano: 31 październik 2018r.

Ludzkość wybiła 60 proc. populacji kręgowców w ciągu zaledwie 40 lat

W latach 1970-2014 działalność człowieka doprowadziła do śmierci ponad 60 proc. ssaków, ptaków, ryb, płazów i gadów zamieszkujących naszą planetę – wynika z raportu sporządzonego przez WWF. Ziemia traci bioróżnorodność w tempie obserwowanym tylko podczas masowych wymierań – alarmują naukowcy.

 

WWF (World Wide Fund of Nature - Światowy Fundusz na rzecz Przyrody) to jedna z największych na świecie organizacji pozarządowych zajmujących się ochroną przyrody, której misją jest zatrzymanie degradacja środowiska naturalnego planety i budowa przyszłość, w której ludzie żyją w harmonii z naturą, zachowując światową różnorodność biologiczną. Działa w ponad 100 krajach świata. Organizacja wraz z Londyńskim Towarzystwem Zoologicznym (ZSL) publikuje co dwa lata Raport Living Planet, który ma na celu ocenę stanu światowej fauny i flory.

Opublikowany właśnie nowy raport nie przynosi nam dobrych wiadomości. Został przygotowany na podstawie badań prowadzonych przez 59 zespołów badawczych z różnych dziedzin. Zgodnie z nim, tylko jedna czwarta powierzchni lądowej na świecie jest obecnie wolna od wpływu człowieka. Badacze szacują, że proporcja ta będzie spadać i w 2050 roku będzie to tylko jedna dziesiąta.

 

Jak czytamy w dokumencie, stale rosnąca i niekontrolowana ludzka konsumpcja zasobów naturalnych doprowadziła do zdziesiątkowania populacji kręgowców zamieszkujących naszą planetę. Badania naukowe, na których oparty jest raport, śledziły 16 704 różnych populacji ponad 4000 gatunków kręgowców w latach 1970-2014. We wszystkich tych populacjach zanotowano spadek średnio o 60 proc.

Najcięższe starty poniosła południowa i środkowa Ameryka, gdzie średnio populacja dzikich zwierząt spadła o 89 proc. Równie źle mają się gatunki ryb słodkowodnych, gdzie odnotowano spadek populacji o 83 proc. Dziesiątkowane są także żyjące na wolności zwierzęta zamieszkujące w tropikach.

- Nauka pokazuje nam ponurą rzeczywistość, jaką z naszych rąk doświadczają lasy, oceany i rzeki. Kurczące się obszary dzikiej przyrody są wskaźnikiem ogromnej presji, jaką wywieramy na naszą planetę – powiedział Marco Lambertini, dyrektor generalny WWF International.

Zmiany te są napędzane m.in. przez rabunkową gospodarkę surowcami naturalnymi i ciągle rosnące zapotrzebowanie na ziemię uprawną, co prowadzi do wylesiania i degradacji siedlisk żyjących na wolności zwierząt. Chociaż w ostatnich dziesięcioleciach utrata lasów w niektórych regionach świata została spowolniona przez ponowne zalesianie, to przyspieszyła na innych obszarach, choćby w lasach tropikalnych, które zawierają jedne z najwyższych poziomów różnorodności biologicznej na Ziemi.

Gatunki morskie są zagrożone przez zanieczyszczenia z tworzyw sztucznych i nie chodzi tutaj wyłącznie o ryby i ssaki morskie, ale także o ptaki. Badacze oszacowali, że 90 proc. światowych ptaków morskich ma w żołądkach malutkie drobinki plastiku. Odpadki z tworzyw sztucznych znajdują się we wszystkich morzach i oceanach świata.

Naukowcy stojący za raportem wzywają do „globalnego porozumienia dla przyrody i ludzi", podobnego do porozumienia o ograniczeniu emisji gazów cieplarnianych z Paryża z 2015 roku. „Decydenci na każdym szczeblu muszą dokonać właściwych wyborów politycznych, finansowych i konsumenckich, aby osiągnąć cel, zgodnie z którym ludzkość i natura rozwijają się w harmonii na naszej jedynej planecie" - czytamy w raporcie.

- Jesteśmy lunatykami zmierzającymi ku krawędzi urwiska. Jeśli nastąpiłby spadek populacji ludzkiej o 60 proc., byłoby to równoznaczne z wyludnieniem Ameryki Północnej, Ameryki Południowej, Afryki, Europy, Chin i Oceanii. Taka jest skala tego, co zrobiliśmy – podkreślił Mike Barrett z WWF. - To o wiele więcej niż po prostu utrata cudów natury, choć jest to smutne. To faktycznie zagraża przyszłości ludzi. Natura jest naszym systemem podtrzymywania życia – dodał.

Badacze wskazują też, że zagłada dzikiej przyrody będzie miała poważne konsekwencje gospodarcze i społeczne. W raporcie zaznaczono, że natura dostarcza nam usługi ekosystemowe warte około 125 bilionów dolarów rocznie. Uczeni wśród wspomnianych usług wymienili m.in. czyste powietrze, czystą wodę, żywność, energię czy nawet leki pozyskiwane z roślin.

W badaniach opublikowanych w ubiegłym roku uczeni z Uniwersytetu Stanforda oraz Narodowego Uniwersytetu Autonomicznego Meksyku zaalarmowali, że wkraczamy w szóste masowe wymieranie gatunków. „Ziemia doświadcza obecnie epizodu spadku populacji i wytrzebiania gatunków w ich rodzimych środowiskach. Będzie to miało negatywne skutki dla funkcjonowania ekosystemu. Opisujemy to jako ››biologiczną anihilację‹‹, aby podkreślić aktualną wielkość i wagę szóstego dużego wymierania gatunków" – napisali naukowcy.

Ale metodologia WWF została skrytykowana przez niektórych badaczy. Trzeba zauważyć, że małe populacje zagrożonych gatunków poniosły straty 90 proc., gdy padła zaledwie garstka osobników. Zatem jeśli nawet większość populacji wszystkich gatunków zmniejszyła się tylko o niewielki procent, duże straty małych populacji spowodują wzrost całkowitej średniej. Mimo to dane pokazujące skale zniszczenia naszej planety dają do myślenia.

 

Źródło: BBC, The Guardian, Science Alert, fot. MaxPixel