Dodano: 08 luty 2015r.

Szwedzka firma wszczepia swoim pracownikom chipy

W naszpikowanym nowymi technologiami biurowcu w centrum Sztokholmu wystarczy przyłożyć dłoń do czytnika, żeby otworzyć drzwi. To eksperyment jednej z mieszczących się w nim firm, która wszczepia swoim pracownikom pod skórę dłoni chip – czytamy na stronach internetowych BBC.

Chip wszczepiony w dłoń

 

Pomysł nie jest wcale nowy. Technologia wykorzystywana jest od dawna choćby w supermarketach, gdzie na opakowaniach towarów widnieją etykiety wykorzystujące identyfikację radiową. RFID (Radio-frequency identification), bo o nim mowa, wykorzystuje fale radiowe do przesyłu danych, które następnie są dekodowane i identyfikowane.


Chip w porównaniu do ziarenka ryżu. Fot. Lightwarrior2/Wikicommons


Felicio de Costa, właściciel jednej z mieszczących się w sztokholmskim biurowcu firm, zaopatrzył się w chip jako jeden z pierwszych. Jak na razie, może on przy pomocy chipu korzystać z kserokopiarki oraz otwierać drzwi. W przyszłości zakres usług ma zostać powiększony choćby o płatności w lokalnej stołówce. Ale możliwości zastosowań technologii jest wiele. Tak jak wiele jest związanych z nią obaw.

Chip jest wielkości ziarenka ryżu. Wszczepiany jest pod skórę dłoni między kciukiem, a palcem wskazującym. Takiemu zabiegowi podczas uroczystego otwarcia poddał się właściciel budynku noszącego nazwę Domu Innowacji. Wielu z pracowników poszło w jego ślady, ale nie wszystkim nowa technologia przypadła do gustu. Niektórzy z 700 pracujących tam osób kategorycznie zarzeka się, że nigdy na to się nie zgodzi. Ale nie muszą poddawać się temu zabiegowi. Wszczepienie chipa jest dobrowolne.

Zastosowania systemu są różnorakie, ale najczęściej spotykane są w kontroli magazynowej oraz w logistyce. Znacznie zwiększa on efektywność zarządzania. Kontrowersje pojawiają się przy próbach zaopatrzenia w chip człowieka. Technologia mogłaby usprawnić nam życie, ale pojawiają się też zagrożenia związane z prywatnością i bezpieczeństwem jednostki. Pracownicy innowacyjnego biurowca w stolicy Szwecji, którym na nie jest na rękę wszczepienie sobie urządzenia, mogą obawiać się nadmiernej i permanentnej kontroli pracodawcy. Ale zagrożeń jest więcej.

Hannes Sjoblad, założyciel grupy BioNyfiken, która skupia tzw. Biohakerów, ludzi chcących udoskonalać swoje ciała za pomocą technologii, przedstawia dosyć pesymistyczną wizję przyszłości.

- Chcemy dobrze poznać tą technologię, zanim rządy oraz wielkie korporacje powiedzą nam, że każdy musi nosić chip – mówi Sjoblad. - Gdy noszenie chipa zaproponuje nam urząd skarbowy lub Google albo Facebook, mając tą wiedzę, będziemy mogli kwestionować wprowadzenie takich technologii - dodaje.

 

Źródła: BBC