Dodano: 04 wrzesień 2019r.

O krok od kolizji na orbicie. ESA zmuszona przez SpaceX do przesunięcia satelity

Europejska Agencja Kosmiczna oświadczyła, że została zmuszona do przesunięcia jednego z satelitów obserwacyjnych, aby uniknąć zderzenia ze statkiem systemu Starlink firmy SpaceX.

O krok od kolizji na orbicie. ESA zmuszona przez SpaceX do przesunięcia satelity

 

Ruch na orbicie Ziemi jest coraz większy. W kosmosie nie obowiązują żadne przepisy, a liczba aktywnych satelitów na kursie kolizyjnym rośnie. Do kosmicznej kraksy między aktywnymi satelitami mogło dojść w poniedziałek. Europejska Agencja Kosmiczna poinformowała, że musiała wykonać manewr uniknięcia kolizji z jednym z satelitów konstelacji Starlink budowanej przez firmę Elona Muska SpaeX.

Manewry satelitów konieczne do uniknięcia kolizji nie są wcale takie rzadkie. Tylko ubiegłym roku ESA wykonała je 28 razy. Jednak zazwyczaj ryzyko zderzenia dotyczy nieaktywnego satelity lub kosmicznych śmieci. W tym przypadku na kursie kolizyjnym znalazły się satelita systemu Starlink oraz satelita obserwacyjny ESA Aeolus Earth.

 

ESA poinformowała, że po raz pierwszy wykonała manewr unikania kolizji w celu ochrony jednego ze swoich statków kosmicznych przed zderzeniem z aktywnym satelitą dużej konstelacji. W poniedziałek rano satelita Aeolus Earth wykonał manewr odsuwający go z trajektorii satelity SpaceX.

Obecnie proces zmiany ścieżki na orbicie jest wykonywany ręcznie, jednak wraz ze wzrostem maszyn na orbicie, będzie on musiał ulec zmianie. - Ten przykład pokazuje, że przy braku przepisów regulujących ruch na orbicie i protokołów komunikacyjnych, unikanie kolizji zależy całkowicie od pragmatyzmu zaangażowanych operatorów. Dzisiaj negocjacje odbywają się poprzez wymianę wiadomości e-mail - archaiczny proces, który nie jest już wykonalny, ponieważ rosnąca liczba satelitów w kosmosie oznacza większy ruch – powiedział Holger Krag z ESA.

Krag przyznał też, że firma SpaceX wiedziała o potencjalnej kolizji. To że jeden z satelitów konstelacji Starlink jest na potencjalnym kursie kolizyjnym z satelitą ESA, zauważyła amerykańska armia. To ona dostarcza wszystkim operatorom dane z monitoringu obiektów krążących na orbicie. Pentagon poinformował obie strony o potencjalnej kolizji. W miarę upływu dni prawdopodobieństwo kolizji wciąż rosło, dlatego ESA podjęła działania.

Europejska agencja skontaktowała się ze SpaceX za pośrednictwem poczty elektronicznej. Chociaż satelita ESA zajmował ten region o dziewięć miesięcy wcześniej niż satelita Starlink, to firma SpaceX odpowiedziała, że nie planuje żadnych działań, aby zapobiec kolizji i nie podała żadnego wyjaśnienia.

ESA w oświadczeniu wyjaśniła, że w czasie manewru szanse na zderzenie były około 1 na 1000 - 10 razy wyższe od progu narzuconego przez własne przepisy bezpieczeństwa. Z kolei SpaceX, po upublicznieniu incydentu przyznała, że miała błąd w systemie, który uniemożliwiał pracownikom aktualizację ścieżek konstelacji Starlink. Dodała, że w razie potrzeby przeniosłaby satelitę.

SpaceX nie jest jedyną firmą, która wypuszcza setki nowych satelitów w kosmos, ale jest najbardziej prężna w swoich działaniach. Obecnie na orbicie znalazło się pierwszych 60 satelitów systemu Star link, ale docelowo konstelacja ma być flotą 12 tys. satelitów zapewniających ultraszybkie usługi internetowe na całym świecie. O podobnych konstelacjach myślą także inne firmy, chociażby OneWeb czy Kuiper.

Obecnie na orbicie Ziemi krąży ponad pięć tys. obiektów, ale tylko dwa tys. z nich jest aktywnych. Eksperci od kosmicznych śmieci w ESA zastanawiają się, jak ruch kosmiczny zmienią wielkie konstelacje satelitów, jeśli nie zostaną wdrożone żadne reguły. Wraz ze wzrostem liczby satelitów zdolność do zarządzania nimi będzie wymagać znacznie więcej niż moc ludzkiego mózgu. System ręczny, który jest obecnie w użyciu, po prostu nie będzie w stanie nadążyć za samą liczbą obiektów.

- Nikt nie jest tu winny, ale ten przykład pokazuje pilną potrzebę właściwego zarządzania ruchem kosmicznym, z jasnymi protokołami komunikacyjnymi i większą automatyzacją. Tak działała kontrola ruchu lotniczego od wielu dziesięcioleci. Operatorzy kosmiczni muszą się zebrać, aby zdefiniować automatyczną koordynację manewrów – podkreślił Krag.

ESA oświadczyła, że obecnie tworzy zautomatyzowany system unikania kolizji, aby szybciej oceniać ryzyko kolizji. Jednak utrzymanie porządku na orbicie Ziemi będzie wymagać czegoś więcej. Będzie również wymagać współpracy. - To, czego chcę, to zorganizowany sposób zarządzania ruchem kosmicznym. Musi być jasne w takiej sytuacji, kto ma zareagować. Nie może być tak, że operatorzy piszą sobie e-maile, z zapytaniem, co mają robić. Nie tak wyobrażam sobie nowoczesne loty kosmiczne – wyjaśnił Krag.

 

Źródło: ESA, Science Alert, fot. ESA