Dodano: 12 kwiecień 2019r.

Izraelska sonda Beresheet rozbiła się o powierzchnię Księżyca

Pierwsza finansowana ze środków prywatnych misja na Księżyc zakończyła się niepowodzeniem. Podczas próby lądowania doszło do awarii głównego silnika i izraelska sonda Beresheet roztrzaskała się o powierzchnię Księżyca.

 

Sonda Beresheet została wyniesiona w przestrzeń kosmiczną 22 lutego przez rakietę Falcon 9 firmy SpaceX. Po siedmiu tygodniach podróży statek dotarł do ostatecznej orbity, w odległości 15 kilometrów od powierzchni Księżyca, z której miał zostać przeprowadzony manewr lądowania.

Celem misji było lądowanie na Księżycu, wykonanie dokumentacji fotograficznej i przeprowadzenie kilku eksperymentów. Gdyby to się udało, Izrael stałby się czwartym państwem, które osiągnęło powierzchnię Księżyca. Do tej pory ta sztuka udała się Chinom, Rosji oraz USA.

 

Ale misja ta była także pierwszą misją księżycową finansowaną ze środków prywatnych. Statek kosmiczny został zbudowany wspólnie przez izraelską organizację non-profit SpaceIL oraz państwowe przedsiębiorstwo Israel Aerospace Industries. Projekt został wsparty także przez prywatnych inwestorów z południowoafrykańskim miliarderem Morrisem Kahnem na czele. Całość budżetu misji wyniosła około 100 milionów dolarów.

SpaceIL brała udział w organizowanym przez X PRIZE Foundation, finansowanym przez Google konkursie Google Lunar X Prize. Zwycięzcą konkursu miała zostać firma, która jako pierwsza umieści na powierzchni Księżyca łazik i prześle z naszego naturalnego satelity zdjęcia na Ziemię. Jednym z warunków konkursu było wykorzystanie wyłącznie prywatnych funduszy. Główną nagrodą było 20 milionów dolarów.

Konkurs nie został rozstrzygnięty, mimo to SpaceIL, dzięki finansowaniu Kahna, zdecydowała się na kontynuowanie projektu i zrealizowanie głównego celu, jakim było lądowanie na powierzchni Księżyca. - Nie chcę być najbogatszym człowiekiem na cmentarzu. Chciałbym poczuć, że wykorzystałem swoje pieniądze produktywnie – mówił kilka lat temu Kahn.

Ważąca ponad pół tony i mająca wielkość pralki Sonda Beresheet (nazwa została zaczerpnięta z pierwszych słów Księgi Rodzaju i oznacza: na początku, Genesis) rozpoczęła manewr lądowania wczoraj o godzinie 21 polskiego czasu. Ale od początku nic nie układało się po myśli kontrolerów lotu.

Podczas manewru posłuszeństwa odmówił główny silnik sondy. Kontrolerzy lotu próbowali restartować komputer, by uruchomić silnik. Operacja ta się udała, ale wkrótce potem stracono kontakt ze statkiem, którego już nie odzyskano. Sonda Beresheet zdołała przed kraksą jedynie wykonać i przesłać na Ziemię jedno, ostatnie zdjęcie z wysokości ponad 20 kilometrów nad powierzchnią Księżyca (zdjęcie ilustrujące tekst).

- Nie udało nam się, ale próbowaliśmy - powiedział główny sponsor projektu Morris Kahn. - Myślę, że nasze osiągnięcia są naprawdę duże i możemy być dumni – dodał.

Porażkę skomentował także administrator NASA Thomas Zurbuchen. - Przestrzeń jest trudna, ale warta ryzyka. Wciąż staramy się inspirować innych i osiągać wielkość. Tym razem dziękujemy zespołowi SpaceIL za zainspirowanie nas. Czekamy na przyszłe możliwości wspólnego eksplorowania Księżyca – napisał Zurbuchen.

Planowanym miejscem lądowania Beresheet była Mare Serenitatis - nazywana także Morzem spokoju - na północnej półkuli Księżyca. Jest to ciemne miejsce pokryte lawą starożytnej erupcji wulkanu, źródło anomalii magnetycznych i grawitacyjnych. Sonda miała na pokładzie m.in. magnetometry, które miały zbadać ten teren.

 

Źródło: BBC, fot. SpaceIL