Dodano: 14 października 2022r.

Krionika - sen o nieśmiertelności

W środowiskach naukowych krionikę traktuje się ze sceptycyzmem i powszechnie uważa się ją za pseudonaukę. Ale jak mówi popularne porzekadło – tonący brzytwy się chwyta. Wielu nieuleczalnie chorych zdecydowało się zamrozić swoje ciała w nadziei, że w przyszłości medycyna będzie potrafiła ich ożywić i uleczyć. Czy tak będzie? Tego nie wiemy, jednak obecnie jest to niemożliwe.

Krionika - sen o nieśmiertelności

 

Krionika opiera się na założeniu, że pewnego dnia nauka znajdzie rozwiązania dla wielu chorób, których obecnie nie da się wyleczyć. W tym celu ciała chorych osób są zamrażane i mają być utrzymywane w tym stanie, dopóki nie pojawi się niezbędna technologia medyczna. Jednak krionika to bardziej wiara niż nauka i nie daje żadnych gwarancji, że się powiedzie. Ale jak mówią zwolennicy tej metody – nie ma nic do stracenia, a potencjalnie można zyskać drugie życie.

Kriokonserwacja jest przedmiotem wielu badań. Stan, w którym komórki, narządy lub w rzadkich przypadkach całe organizmy mogą być schładzane do ekstremalnie niskich temperatur i przywracane do życia w stanie nienaruszonym występuje w naturze, ale tylko w ograniczonych przypadkach. Zdolne do tego są chociażby niesporczaki (więcej na ten temat w tekście: Zamrożone niesporczaki zatrzymują swój zegar biologiczny). Naukowcy w swoich badaniach próbują poznać tajniki tego procesu, ale na dzień dzisiejszy nie ma technologii, która pozwoliłaby zamrażać ludzi i przywracać ich z powrotem do życia.

Początki krioniki

Zamrażanie ludzi zostało po raz pierwszy zaproponowane przez profesora Uniwersytetu Stanowego w Michigan Roberta Ettingera. Ten fizyk bardziej znany jest nie ze swoich dokonań w tej dziedzinie, a z książki, która została wydana w 1962 roku „The Prospect of Immortality” (Perspektywa nieśmiertelności). To on jest uważany za ojca krioniki. W 1976 roku założył wraz z trzema kolegami Cryonics Institute. Organizacja ta zajmuje świadczeniem usług z zakresie krioniki i badaniami związanymi z udoskonaleniem technik kriokonserwacji.

Pierwsze próby zamrażania ludzi przeprowadzono jeszcze w latach 60. Nie wszystkie się udały. Przez lata firmy oferujące podobne usługi powstawały i bankrutowały, a ciała były rozmrażane i chowane na cmentarzach. Metody stosowane w krionice także przeszły ewolucję.

Wczesne próby były dość makabryczne. Kapsuły okazywały się nietrwałe, pojawiały się też niedopatrzenia i błędy ludzi odpowiedzialnych za ten proces, czego skutkiem było rozmrożenie ciał. Ostatecznie ze wszystkich ciał zamrożonych przed 1973 rokiem zachowało się jedno – ciało Roberta Bedforda, który został zamrożony w 1967 roku. Rodzina zdecydowała się na własną rękę dbać o kapsułę z ciałem.

Jak to działa?

Proces kriokonserwacji rozpoczyna się po uznaniu osoby za zmarłą. Krew i inne płyny są usuwane z ciała i zastępowane chemikaliami mającymi zapobiegać tworzeniu się szkodliwych kryształków lodu. Obecnie stosuje się metodę witryfikacji, ale początkowo ciała schładzano w pośpiechu na suchym lodzie, zanim ostatecznie pakowano je do kapsuł z ciekłym azotem.

Dzisiaj wygląda to zupełnie inaczej. Ciała przygotowywane są w wieloetapowym procesie. Najpierw ciało jest schładzane. Do krwiobiegu podawane są środki przeciwzakrzepowe i roztwory konserwujące narządy i dzięki maszynie do perfuzji rozprowadzane są po ciele. Zwłoki następnie zostają poddane procesowi witryfikacji, który nazywany jest też zeszkleniem. Z ciała usuwa się wcześniej podane płyny i zastępuje się je krioprotektantem.

Witryfikacja to przejście ze stanu ciekłego w stan szklisty. Polega na natychmiastowym obniżeniu temperatury roztworu – krioprotektantu – do temperatury ciekłego azotu, czyli do minus 196 stopni Celsjusza. Zastosowanie witryfikacji daje pewną nadzieję na ograniczenie uszkodzeń podczas zamrażania, ponieważ proces ten ogranicza tworzenie się kryształów lodu. Następnie ciało wędruje do swojej kapsuły, w której będzie przebywać aż do momentu rozmrożenia.

Ile kosztuje krionika?

W USA istnieją dwie główne organizacje zajmujące się krioniką. To wspomniany wcześniej Cryonics Institute, który przechowuje ponad 200 ciał w gigantycznych zbiornikach i przyjmuje zapisy od dziesiątek chętnych każdego roku. Drugą jest Alcor Life Extension Foundation - powszechnie nazywana samym Alcor, która przechowuje podobną liczbę ciał. Jednak w samych Stanach Zjednoczonych i na całym świecie tego typu firm czy instytucji jest więcej.

- Firm zajmujących się tego typu praktyką jest na świecie kilkanaście. Z procedurą jest jednak pewien problem - może być ona wdrożona dopiero w momencie stwierdzenia przez lekarza śmierci; w innym przypadku byłoby to nielegalne i nieetyczne. Śmiałkowie, którzy poddają się zabiegowi formalnie oddają swoje ciała do eksperymentów medycznych - mówiła dwa lata temu w rozmowie z PAP Katarzyna Nowaczyk-Basińska z Uniwersytety Adam Mickiewicza w Poznaniu. Uczona dodała też, że możliwa jest też procedura neuroprezerwacji polegająca na zamrożeniu jedynie głowy, w myśl zasady, że mózg jest przecież kluczowym organem i siedzibą naszej świadomości.

Minimalny koszt, jak poinformowała Agencja Reutera, to 200 tys. dolarów za ciało i 80 tys. dolarów za sam mózg. Z kolei serwis Big Think podaje, że dziesięć lat temu samo przechowywanie głowy w Alcor kosztowało 80 tys. dolarów, podczas gdy przechowywanie całego ciała w Cryonics Institute wiązało się z wydatkiem 30 tys. dolarów. Istnieją również opcje międzynarodowe, które mogą być tańsze. Jest też pewna rosyjska firma oferująca krioprezerwację nie tylko ludzi, ale też i zwierząt domowych.

Ale to, za co się zapłaci, nie zawsze się dostaje. W Alcor znane były przypadki „redukcji” ciał do samych głów. Wszystko po to, by ciąć koszty, bo neurokonserwacja jest tańsza. Jednak przy okazji „redukcji” zbadano rozmrażające się ciała. Jeszcze gdy ciała były wciąż zamrożone, ich skóra była tylko umiarkowanie popękana w kilku miejscach. Ale kiedy ciała się rozmroziły, sprawy zaczęły się pogarszać.

Organy były popękane, tak jak rdzeń kręgowy. By sprawdzić stan naczyń krwionośnych, wstrzyknięto barwnik do tętnicy w ramieniu. Zamiast przepływać przez naczynia krwionośne do mięśni, większość barwnika gromadziła się pod powierzchnią skóry w kieszeniach utworzonych z pęknięć i wyciekała z nich.

Lekarze patrząc na rozległe uszkodzenia tych ciał uznali, że medycyna w przyszłości będzie musiała być naprawdę bardzo zaawansowana, by podołać takim uszkodzeniom, bo prawdopodobna destrukcja na poziomie komórkowym może wymagać odbudowy organizmu na poziomie molekularnym. Być może medycyna przyszłości będzie w stanie wstrzykiwać do ciała roje nanobotów, aby naprawić każdy kawałek tkanki, ale z pewnością nie stanie się to w najbliższym czasie.

Kriofikcja

Czy krionika działa? Obecnie nie i jest to mało prawdopodobne w najbliższej przyszłości. Czy kiedykolwiek będzie? To pytanie otwarte. W formie, którą widzimy dzisiaj, krionika jest dziwacznym skrzyżowaniem myślenia naukowego i myślenia życzeniowego, ale wielu uległo takiemu postrzeganiu rzeczywistości. Wśród znanych osób poddanych krionice są m.in. znany baseballista Ted Williams czy ekonomista i przedsiębiorca Phil Salin. Często w tym gronie wymienia się też Walta Disneya jednak wiadomo, że znany animator i producent filmowy został poddany kremacji i pochowany na cmentarzu Forest Lawn Memorial Park Cemetery.

Oczywiście metody stosowane obecnie w tego typu próbach są znacznie bardziej zaawansowane niż na początku krioniki, ale prawa natury są nieubłagalne. Jeśli faktycznie technologie medyczne w przyszłości będą wystarczająco zaawansowane, być może zamrożone zwłoki zostaną wskrzeszone. Ale w całej tej kwestii jest za dużo „jeśli”.

 

Fot. Ufficio Comunicazione, Azienda Ospedaliera SS. Antonio e Biagio e Cesare Arrigo, Alessandria, Biblioteca Biomedica Centro di Documentazione, CC BY-SA 4.0, via Wikimedia Commons