Dodano: 12 luty 2019r.

Kolonizacja Ameryki przez Europejczyków mogła przyczynić się do ochłodzenia klimatu

Zanim Kolumb przybył do Ameryki populacja kontynentu dynamicznie się rozwijała i liczyła około 60 milionów osób. Sto lat później ludności tubylczej było już tylko sześć milionów. Badacze uważają, że tak dramatyczny spadek populacji mógł wpłynąć na ochłodzenie klimatu.

 

Rdzenni Amerykanie umierali nie tylko z powodu wojen i głodu. Kontakt z Europejczykami przyniósł przede wszystkim nieznane wcześniej w Ameryce choroby jak ospa, która dziesiątkowała lokalne społeczności. Badacze doszli do wniosku, że tak dramatyczny spadek populacji przyczynił się do „małej epoki lodowcowej”, która miała miejsce między XVI a XIX wiekiem.

Naukowcy z University College London zauważyli, że ogromny spadek liczby ludności doprowadził do porzucenia dużych obszarów ziemi uprawnej. Miejsce upraw zajęły lasy, które zaczęły pochłaniać na tyle dużo dwutlenku węgla, że średnia globalna temperatura na ziemi spadła o 0,15 stopnia Celsjusza.

Wyniki badań ukazały się w czasopiśmie „Quarternary Science Reviews”.

 

Dotąd zakładano, że wpływ człowieka na klimat rozpoczął się w czasach rewolucji przemysłowej. Jednak nowe badania pokazują, że ludzie mogli wpłynąć na klimat nawet 250 lat wcześniej. – Ludzie wpływali na klimat jeszcze zanim zaczęli spalać paliwa kopalne – mówi Aleksander Koch, który prowadził badania.

Eksperci od lat starają się ustalić jak wiele osób żyło w Ameryce Północnej, Środkowej i Południowej przed przybyciem na te ziemie Europejczyków. Brakuje pewnych danych na temat populacji Ameryki z ery prekolumbijskiej. Aby ustalić liczbę badacze często powołują się na relacje świadków, czy spisy dokonywane przez kolonistów nakładających podatki na tubylców. Jednak żadna z tych metod nie jest dokładna.

Tym razem naukowcy podzielili Amerykę Północną i Południową na 119 regionów i zbadali źródła dotyczące populacji każdego z nich osobno. Według tych szacunków w Amerykach przed czasami Kolumba żyło około 60,5 miliona ludzi. Po stu latach populacja ta zmniejszyła się o 90 proc. Oznacza to, że ponad 50 milionów rdzennych mieszkańców obu Ameryk zginęło w wyniku wojen i chorób takich jak ospa, odra i grypa. Liczba ofiar stanowiła około 10 proc. populacji ludzi na całej ziemi.

Naukowcy obliczyli, że przed przybyciem Europejczyków w Amerykach uprawiano około 62 miliony hektarów ziemi. Po stu latach było to już jedynie 6 milionów hektarów. Z czasem na nieużytki powróciły drzewa, które zaczęły pochłaniać większą ilość dwutlenku węgla. Szacuje się, że powstałe w ten sposób nowe lasy miały powierzchnię dzisiejszej Francji. Doprowadziło to w konsekwencji do zmniejszenia ilości gazów cieplarniach w atmosferze i ochłodzenia klimatu.

Wnioski te wydają się potwierdzać dane pozyskane z rdzeni lodowych wydobytych z Antarktydy. Dane te wskazują, że średnia temperatura na ziemi spadła wtedy o 0,15 stopnia Celsjusza, a lodowce zaczęły się powiększać. Okres ten trwający do XIX wieku nazywany jest „małą epoką lodowcową”.

Koch przyznał, że do ochłodzenia klimatu nie przyczynił się jedynie spadek liczby ludności. Musiały mieć na niego wpływ jeszcze inne czynniki, jak na przykład spadek aktywności wulkanicznej czy aktywność słoneczna. Jednak jak twierdzi, tak duży spadek liczby ludności mógł być jedną z ważniejszych przyczyn ochłodzenia na Ziemi.

 

Źródło: University College London