Dodano: 21 maj 2020r.

Czy nasze życie po pandemii będzie zupełnie inne?

- Kryzys jest okazją do uczenia się. Sądzę, że wielu z nas sporo się nauczy, być może przestawi się na inny sposób pracy, ale nie sądzę, żeby to było zjawisko masowe. Ludzie z dnia na dzień nie zdecydują się masowo na pracę wyłącznie zdalną – powiedział prof. dr hab. Paweł Łuków z Zakładu Etyki w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Badacz dodał, że praca z domu ma wiele zalet, ale może mieć także negatywne efekty. Zaoszczędzonego na codziennych podróżach do pracy czasu nie przeznaczymy zapewne na odpoczynek i cieszenie się życiem, ale żeby jeszcze więcej pracować.

Czy nasze życie po pandemii będzie zupełnie inne?

 

Czy musimy zacząć przyzwyczajać się do myśli, że nasze życie po kwarantannie będzie zupełnie inne?

- Pamiętam, jak zaczęły się upowszechniać komputery, mówiło się, że przestaniemy używać papieru. Okazało się, że mamy do czynienia z sytuacją odwrotną, papieru używamy znacznie więcej, ponieważ łatwo dodrukować. Nasze przewidywania w takich kwestiach bywają bardzo zawodne. Mam wrażenie, że pandemia przede wszystkim wymusiła na nas wykorzystywanie dostępnych możliwości elektronicznych. Dotąd używaliśmy ich wtedy, kiedy chcieliśmy. Dla nas to test tego, co się sprawdza a co nie, a dla samych technologii – czy zmierzają w dobrym kierunku, jak powinny się dalej rozwijać? Ja, na przykład, dotąd używałem narzędzi online podczas obrad różnych komisji lub do kontaktów z wykładowcami. Wielu z nas musiało zacząć z tych narzędzi korzystać i pewnie część z nas zostanie przy takich formach współpracy. Podejrzewam, że wielu firmom komercyjnym pozwoli to na oszczędzanie na wynajmie pomieszczeń. Dla wielu z nich taniej będzie wynająć serwer i oprogramowanie, które to będzie obsługiwało. W pewnym sensie koszty zostaną przerzucone na pracowników, bo to oni w swoim zakresie będą zużywać prąd, internet i kawę. Może się również okazać, że np. pół Służewca w Warszawie zostało niepotrzebnie zabudowane biurowcami.

Pandemia stała się sprawdzianem dla nas wszystkich – tego, kim jesteśmy, jak wyglądają nasze relacje, jak żyjemy. Dotąd staraliśmy się dostosować rzeczywistość do własnych potrzeb, teraz ta nowa rzeczywistość wprowadza zasady, według których możemy żyć

- Trochę tak, ale proszę zwrócić uwagę, że gdyby tego rodzaju ograniczenia dopadły nas dziesięć czy dwadzieścia lat temu, wiele rozwiązań byłoby niemożliwych do wdrożenia. Teraz nastał też czas, kiedy wiele osób odkrywa te możliwości techniczne, o których dotąd czytali, ale z nich nie korzystali. A nie mając z nimi doświadczenia byli wobec nich sceptyczni. Teraz nabywają doświadczenia z pierwszej ręki. I pewnie wiele z nich uzna, że są to pomocne rozwiązania.

Czy Pana zdaniem będzie to pozytywny efekt pandemii?

- Czy ja wiem, czy pozytywny? Kryzysowe sytuacje zmuszają do wypróbowywania nowych rozwiązań bądź korzystania z tych starych, których dotąd nie docenialiśmy. Zatem kryzys jest okazją do uczenia się. Sądzę, że wielu z nas sporo się nauczy, być może przestawi się na inny sposób pracy, ale nie sądzę, żeby to było zjawisko masowe. Ludzie z dnia na dzień nie zdecydują się masowo na pracę wyłącznie zdalną. Ja bym tego nie chciał, zwłaszcza jeśli chodzi o zajęcia ze studentami, które – mimo wszystko – wolę prowadzić w sali na uniwersytecie. Praca z domu ma wiele zalet, np. mogę zaoszczędzić godziny na podróży, ale w ogólnym rozrachunku może pociągać za sobą negatywne efekty. Zaoszczędzonego czasu nie wykorzystamy na odpoczynek i cieszenie się życiem, ale żeby jeszcze więcej pracować.

Będziemy jeszcze bardziej oddalać się od innych ludzi?

- Kiedy w szkołach podstawowych wprowadzono edukację online, uświadomiłem sobie, że istnieje duży odsetek uczniów, którzy po prostu nie mają w domu komputera lub regularnego dostępu do internetu. Technologie zadziałają, ale pod warunkiem, że będą miały charakter bardziej osobisty, to znaczy, że dane urządzenia będą powiązane z konkretnymi osobami, a nie będą służyć np. wielu domownikom. Dostęp urządzeń komunikacyjnych będzie musiał być o wiele bardziej zindywidualizowany, co może doprowadzić do tego, że jeszcze bardziej będziemy się od siebie izolować. Obecnie izolujemy się rodzinami. Jeśli każdy z nas ma dostęp do swojego urządzenia, to – chcąc nie chcąc – pojawia się tendencja do izolowania się w ramach tych rodzin, każdy przy swoim urządzeniu.

Co pandemia ujawnia o naszych relacjach z bliskimi?

- Dotąd rodziny, często rodzice z dziećmi, rzadziej spotykali się w komplecie. Teraz często w kilka osób przebywają na niewielkiej przestrzeni, co może prowadzić do konfliktów, ale zarazem nauczyć wielu nowych umiejętności, organizowania sobie czasu, dzielenia się zarówno swoim czasem, jak i miejscem, dzielenia się sobą. Obecna sytuacja testuje również relacje z tymi bliskimi, o których dotąd nie zawsze wystarczająco się troszczyliśmy – zwłaszcza o osoby starsze. Być może zaczniemy robić coś więcej, otrzymując możliwość nadrobienia zaległości.

Dla wielu osób pozostawanie w domu jest problemem. Jeśli jednak przypomnimy sobie opowiadania naszych rodziców i dziadków, którzy przeżyli wiele dramatycznych chwil, to nasza sytuacja wcale nie wydaje się być trudna

- Tę sytuację często demonizują media, ponieważ taki przekaz o wiele lepiej się sprzedaje. Podobnie jest w przypadku tematu dyskryminacji osób starszych. W mediach pojawia się wiele niesprawdzonych informacji. Na przykład w wytycznych, o których pisano w prasie, nie ma zaleceń dyskryminujących ze względu na wiek starszych pacjentów chorującymi na COVID-19. Wiek jest tam jednym z elementów prognostycznych. Podążając taką logiką, moglibyśmy uznać, że wskazanie podwyższonego ciśnienia tętniczego jako podstawy prognozy medycznej też jest dyskryminujące ze względu na stan zdrowia. Wyrywanie pewnego elementu z zespołu wytycznych i traktowanie go jako samodzielnego, potęguje strach. Podobnie było w przykładzie z Hiszpanii, kiedy wyznacznikiem przy ratowaniu pacjentów miała być rzekomo ich wartość społeczna. A wytyczne te mówiły, że należy ratować ratowników, bo bez nich nikt się nie uratuje.

Obecna sytuacja wymusza coraz częstsze korzystanie z telefonów i komputerów

- Korzystamy dużo więcej, ale nie w celach, nazwijmy to, hobbystyczno-rozrywkowych, ale po to, żeby załatwić naglące sprawy jak zakupy, udział w zajęciach szkolnych. Kiedy pojawi się możliwość wykonywania tych czynności w normalnym trybie, to w większości powrócimy do dotychczasowych sposobów, ponieważ jesteśmy nadal istotami cielesnymi. Obecnie przypominamy bardziej centra czy też węzły informacji, które wymieniają się danymi. Ja odczuwam to jako pewnego rodzaju odczłowieczenie. Podam przykład, kiedy siedzimy przed komputerem w czasie posiedzenia czy zajęć online z wykorzystaniem wideo, to inaczej myślimy o swoim wyglądzie. Kiedy prowadzimy zajęcia czy uczestniczymy w seminarium w sali, kwestia wyglądu jest dla nas przezroczysta. Pracując online, oprócz tego, że coś robimy, staramy się też jakoś wyglądać. Bo kamera nas „widzi” w sposób, w który nie widzą nas inni ludzie. Choć z drugiej strony, może to tylko kwestia przyzwyczajenia. Przecież kiedyś ludzie chodzili bez butów. A teraz? Nie potrafimy! Może z technologiami będzie tak jak z butami. Tak do nich przywykniemy, że nie będziemy umieli bez nich istnieć czy czegokolwiek zrobić, załatwić, przemyśleć.

Mówił Pan o izolacji, osamotnieniu, a przecież w czasie pandemii zawiązało się dużo inicjatyw społecznych, jak np. „Pomocna ręka”

- Takie lokalne inicjatywy są szczególnie wartościowe, ponieważ są motywowane potrzebą utrzymania relacji z innymi. Izolacja zagraża właśnie tym relacjom społecznym w ramach wspólnot lokalnych. Mniej się kontaktujemy, mniej rozmawiamy. Niektórzy powiedzą: nadrobimy to potem. Obawiam się, że niekoniecznie. Z kontaktami z innymi jest jak ze snem: nie odeśpi się snu, którego się nie przespało. Nie będzie też okazji do świętowania powrotu do normalności. Rozmaite ograniczenia nie znikną z dnia na dzień, a do normalności będziemy powracać stopniowo. A to spowoduje, że być może nie odtworzymy już wielu z dotychczasowych nawyków czy kontaktów.

***

Prof. dr hab. Paweł Łuków - filozof, etyk i bioetyk. Kierownik Zakładu Etyki w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego, kierownik studiów magisterskich Bioetyka na Uniwersytecie Warszawskim, redaktor naczelny półrocznika "Etyka"; kierownik Centrum Bioetyki i Bioprawa UW. Autor prac poświęconych etyce Kantowskiej, filozofii medycyny i etyce życia publicznego. Obecnie zajmuje się problematyką publicznej debaty bioetycznej w społeczeństwie demokratycznym, miejsca godności ludzkiej oraz praw człowieka w regulacji bioetycznej, równego dostępu do opieki zdrowotnej, statusu ciała ludzkiego w biomedycynie ze szczególnym uwzględnieniem medycyny transplantacyjnej, podatności na skrzywdzenie uczestników badań naukowych jak również kształceniem etycznym profesjonalistów medycznych i badaczy.

 

Źródło i fot.: Centrum Współpracy i Dialogu Uniwersytetu Warszawskiego