Zatopiony w Bałtyku arsenał daje o sobie znać. Wzrost nowotworów u ryb

Niemieccy naukowcy odkryli wysoki odsetek guzów wśród płastug w Morzu Bałtyckim i uważają, że jest to związane z arsenałem zatopionym w Bałtyku tuż po II wojnie światowej.

Badacze zaobserwowali 25 procentowy wzrost występowania nowotworów wśród płastug zamieszkujących wody Morza Bałtyckiego. Takie wyniki uzyskano w rejonie Kilonii, ale w trzech innych miejscach na Bałtyku również odnotowano wzrost występowania nowotworów, jednak zdecydowanie mniejszy.

Naukowcy z Thünen Institute of Fishing Ecology przedstawili dane odnośnie Morza Bałtyckiego na konferencji w Rostoku, która miała miejsce w ubiegłym tygodniu. Ich badania pokazały, że częstość guzów wśród ryb dennych w płytkich wodach przybrzeżnych jest znacznie wyższa niż dotychczas sądzono.

Badacze zaznaczyli, że to wstępne ustalenia i że wraz z upływem czasu, gdy beczki z amunicją i chemikaliami będę coraz bardziej skorodowane, sytuacja będzie się pogarszać. Potwierdzenie uzyskali podczas eksperymentów laboratoryjnych. Naukowcy jednak uspokoili mówiąc, że obecnie taka sytuacja ma charakter lokalny. W poprzednich badaniach dorsza i plamiaka nie znaleziono zwiększonej liczby nowotworów.

Zagrożenia nie bagatelizuje Diana S. Pyrikova z międzynarodowej organizacji International Dialogue on Underwater Munitions (IDUM) zajmującej się lokalizacją i śledzeniem porzuconej broni. – Nie radziłabym nikomu kąpać się w Morzu Bałtyckim – przyznała Pyrikova dodając, że regularne spożywanie dotkniętych chorobami ryb może prowadzić do choroby nowotworowej.

Z kolei Niemiecka Agencja Informacyjna (DPA) poinformowała o podobnych badaniach prowadzonych przez zespół naukowców z Uniwersytetu w Kilonii. Stwierdzili oni dużą zawartość składników materiałów wybuchowych u małż.

Niektóre ryby mogą być bardziej podatne na gromadzenie się substancji chemicznych w ich organizmach od innych. Zależy to też od głębokości, na której żyją i jak długo utrzymują wodę morską w organizmie.

Naukowcy z IDUM ostrzegli, że zostało 25-30 lat, by usunąć zatopiony arsenał z dna Bałtyku. Potem może okazać się to niemożliwe ze względu na stan beczek, w których broń została zdeponowana. Co gorsza, nie istnieją żadne umowy międzynarodowe mówiące o zakazie topienia materiałów wybuchowych oraz broni w morzach i oceanach. Niektóre kraje wciąż to praktykują.

Bałtyk jest jednym z najbardziej zanieczyszczonych mórz świata. To skutek urbanizacji i związanej z nią emisją ścieków rolniczych, przemysłowych i komunalnych, które trafiają prosto do morza. Ale największym problemem są zatopione przez aliantów tuż po II wojnie światowej bomby, miny i broń chemiczna. To arsenał odkryty w magazynach III Rzeszy. Eksperci szacują, że na dnie Bałtyku może spoczywać nawet 60 tysięcy ton niezwykle niebezpiecznych chemikaliów.

Broń chemiczna, która znajduje się na dnie morza, to tykająca bomba ekologiczna. Można znaleźć tam gazy bojowe zawierające iperyt i tabun oraz inne związki zawierające m.in. arsen. Pojemniki, w które broń została zapakowana, miały wytrzymać do 200 lat, jednak proces ich degradacji rozpoczął się wcześniej. W ostatnich 20 latach doszło do co najmniej 120 wypadków związanych z trującymi pamiątkami po wojnie. Specjaliści szacują, że uwolnienie do wód Morza Bałtyckiego jedynie kilkunastu procent chemikaliów zabije całe życie w morzu, a akwen na kilkaset lat stanie się „morzem martwym”.

 

Źródło: Deutsche Welle, Baltic Challenge, fot. Argonowski/C.C. 3.0/Wikimedia