Morświn kalifornijski na skraju zagłady. Pozostało jedynie 30 osobników

Międzynarodowa organizacja, która działa na rzecz morświnów kalifornijskich i próbuje je zachować przy życiu alarmuje, że pozostało jedynie 30 osobników tego gatunku.

Morświn kalifornijski jest jednym z najmniejszych waleni. Nazywany jest „pandą mórz” ze względu na ciemne obwódki wokół oczu. To gatunek endemiczny i zasiedla jedynie rejony przybrzeżne w północnej części Zatoki Kalifornijskiej. W 1999 roku populację tego gatunku szacowano na około 560 osobników, jednak sytuacja tego gatunku znacznie się pogorszyła. Obecnie jest ich tylko 30.

W Czerwonej Księdze prowadzonej przez Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody (International Union for Conservation of Nature – IUCN), która zawiera listę gatunków roślin i zwierząt zagrożonych wyginięciem, morświn kalifornijski zaliczony jest do kategorii krytycznie zagrożony wyginięciem.

Głównym zagrożeniem dla morświna kalifornijskiego są przypadkowe odłowy. Młode osobniki często łapią się w sieci rybaków. Do tego, jak podaje International Committee for the Recovery of the Vaquita (CIRVA), zagrażają im też kłusownicy.

„Przy takim tempie zmniejszania się populacji morświn wyginie do 2022 roku, i to pomimo zakazu stosowania sieci skrzelowych i prób jego egzekwowania. Już wcześniej dramatyczna sytuacja jeszcze się pogorszyła” – czytamy w raporcie cytowanym przez AFP.

Sieci skrzelowe to sieci denne ustawione pionowo i obciążone ciężarkami. Często ciągną się na kilka kilometrów. W Zatoce Kalifornijskiej używane są do nielegalnych połowów ryb z innego zagrożonego gatunku – totoab. Przy okazji łapią się w nie morświny kalifornijskie.

Kalifornijscy badacze, by zachować gatunek, zamierzają złapać kilka osobników i umieścić je w morskiej zagrodzie, gdzie mogłyby się rozmnożyć. Pomysł został zbombardowany przez ekologów, którzy twierdzą, że te małe walenie tego nie przeżyją.

 

Źródło AFP