Jak duże może być tsunami?

Wielu z nas pamięta katastrofalne tsunami na Oceanie Indyjskim w 2004 roku oraz to po trzęsieniu ziemi w Japonii w 2011 roku. Pochłonęły one wiele istnień i wyrządziły wiele szkód, jednak ich skala jest niczym w porównaniu do największych, które nawiedziły naszą planetę.

Tsunami to jedna z najbardziej niszczycielskich sił natury. Wysokie fale potrafią zmieść z powierzchni całą zabudowę dotkniętego klęską terenu. Często wdzierają się na kilka kilometrów w głąb lądu pochłaniając tysiące ofiar.

Samo zjawisko jest falą oceaniczną spowodowaną przez podwodne trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, osuwiska, proces tzw. cielenia się lodowców, ale też i przez meteoryty. Na pełnym morzu tsunami może zostać niezauważone, bo fala ulega spiętrzeniu dopiero w strefie brzegowej.

24 grudnia 2014 roku trzęsienie ziemi na Oceanie Indyjskim wywołało falę o wysokości 30 metrów. Zniszczyła ona wybrzeża kilku krajów Azji. Fale poczyniły też szkody w Afryce. Łączny bilans ofiar sięgnął niemal 300 tysięcy. To z 2011 roku, które nawiedziło Japonię miało około 40 metrów wysokości, ale nie ucierpiało tak dużo osób. W niektórych miejscach fale wdarły się na 10 kilometrów w głąb lądu.

Ciekawą animację na ten temat przygotowała redakcja RealLifeLore, która opublikowała ją na serwisie You Tube. Niestety zaporą dla polskiego internauty może być język angielski, którym posługuje się lektor w materiale wideo. Nagranie dostępne poniżej.

Megatsunami

Są jednak zjawiska o znacznie większej skali. To tzw. megatsunami. Wystąpienie megatsunami nie jest spowodowane trzęsieniem ziemi, przynajmniej nie bezpośrednio. Przeważnie wywołane są osuwiskami lub ewentualnie uderzeniem asteroidy.

Najwyższa zanotowana wysokość fali sięgnęła ponad 500 metrów. Było to w 1958 roku w zatoce Lituya na Alasce. Trzęsienie ziemi o sile 7,9 stopnia w skali Richtera spowodowało osunięcie się blisko 300 milionów metrów sześciennych ziemi wprost do zatoki. Uderzenie fali zdarło grunt wraz z roślinnością z położonego naprzeciwko osuwiska wzniesienia na wysokości 524 metrów. Żywioł zniszczył całą strefę przybrzeżną zatoki.

Podobnych zjawisk było jednak więcej. Choćby katastrofa na zaporze Vajont w Dolomitach w 1963 roku. Z namokniętego zbocza góry osunęło się 240-270 milionów metrów sześciennych skał do zbiornika retencyjnego. Fala przedarła się przez koronę zapory dosłownie zmiatając z powierzchni ziemi miejscowości Pirago, Rivalta, Villanova, Faè i Longarone. Zginęło blisko 2000 osób.

Ale te naprawdę duże miały miejsce w prehistorii. Badacze znajdują wiele dowodów na występowanie tego typu zjawisk. Potwierdzili je m.in. w Chile, na Hawajach, na Antarktydzie czy w basenie Morza Śródziemnego.

Za największe uznaje się uderzenie asteroidy, którą obarcza się winą za wyginięcie dinozaurów. Stworzyła ona krater Chicxulub położony na półwyspie Jukatan w Meksyku. Zdarzenie miało miejsce około 65 milionów lat temu. Naukowcy uważają, że fala tsunami po uderzeniu kosmicznego obiektu mogła sięgać nawet pięciu kilometrów wysokości.

 

Źródło: RealLifeLore, dzienniknaukowy.pl