Tajemnica sygnału WOW! rozwiązana

Latem 1977 roku radioastronom Jerry Eman podczas przeglądania danych z Big Ear Radio Telescope zobaczył intrygujący sygnał radiowy, którego charakterystyka sugerowała, że mógł on zostać wytworzony sztucznie. Od 40 lat sygnał ten fascynuje ludzi na całym świecie, ale wygląda na to, że tajemnica została rozwiązana.

W sierpniu 1977 roku prowadzący nasłuch nieba w ramach programu SETI (Search for Extraterrestrial Intelligence – projekt mający na celu szukanie pozaziemskich cywilizacji) dr. Jerry Eman natknął się na trwający 72 sekundy silny sygnał radiowy, który pochodził spoza Układu Słonecznego. Sygnał pochodził z gwiazdozbioru Strzelca oddalonego od Ziemi o około 200 lat świetlnych. Eman, gdy zdał sobie sprawę, że sygnał mocno wyróżnia się z szumu tła i jego charakterystyka pasuje do sztucznie stworzonego sygnału, był tak zaskoczony, że na wydruku obok danych napisał „WOW!” – stąd wzięła się nazwa sygnału.

Program obserwacji nieba był nastawiony na poszukiwanie sygnałów bliskich linii wodoru o częstotliwości fali 1420 MHz. Skoro wodór jest najbardziej powszechnie występującym pierwiastkiem we Wszechświecie, uznano, że pozaziemskie cywilizacje mogły wykorzystywać go jako „język uniwersalny” w kosmicznym otoczeniu. Odebrany sygnał był bardzo silny i w dokładnie takiej częstotliwości fali, jaką się spodziewano. Idealnie pasował do naszego wyobrażenia o pierwszym kontakcie z pozaziemską cywilizacją. To dlatego zdarzenie to wywołało takie poruszenie w środowisku. Na ten temat napisano ponad 100 prac naukowych.

Mimo kolejny prób ponownej rejestracji sygnału nic takiego się nie stało. A próbowano kilkakrotnie przy użyciu znacznie potężniejszych teleskopów. Rejon, z którego sygnał WOW! został odebrany milczał. Co ciekawe, nigdy też nie zarejestrowano podobnego sygnału z innej części przestrzeni kosmicznej. Szczegółowe analizy wyeliminowały jako przyczynę sygnału wszelakie źródła ziemskie, co tylko rozpaliło wyobraźnię poszukiwaczy UFO. Fakt, że nikt nie potrafił wytłumaczyć pochodzenia impulsu tylko potęgował przekonanie o próbie kontaktu zainicjowanej przez obcą cywilizację.

Przez prawie 40 lat sygnał WOW! pozostawał tajemnicą. Badacze nie byli w stanie przedstawić wiarygodnej hipotezy odnośnie pochodzenia sygnału. Aż do początków 2016 roku, kiedy to profesor Antonio Paris z St. Petersburg College na Florydzie opublikował swoją pracę mówiącą o tym, że za sygnałem WOW! stoi kometa. Albo dwie komety. Chodzi o komety 266P/Christensen i 335P/Gibbs, których w 1977 roku nie znano, a przebywały one wtedy dokładnie w rejonie kosmosu, z którego odebrano sygnał WOW!.

Komety otoczone są ogromnymi chmurami wodoru, które tworzą wokół komety rozległe halo. To właśnie ten wodór pod wpływem promieniowania UV mógłby być źródłem sygnału. Część środowiska naukowego sceptycznie podchodziła do twierdzeń Parisa, ale w styczniu 2017 roku nadarzyła się okazja, by je eksperymentalnie zweryfikować. Kometa 266P/Christensen znowu pojawiła się miejscu, z którego dotarł na Ziemię zagadkowy sygnał.

Na łamach Journal of the Washington Academy of Sciences ukazała się nowa praca Parisa, która opisuje, w jaki sposób kometa 266P/Christensen mogła wytworzyć sygnał. Paris przeprowadził ponad 200 obserwacji tego rejonu w okresie od listopada 2016 r. do lutego 2017 r. w celu sprawdzenia swojej hipotezy. 25 stycznia znalazła się tam kometa 66P/Christensen. Naukowiec odebrał silne sygnały tego samego typu co sygnał WOW!. Podczas obserwacji profesor wykluczył alternatywne źródła sygnałów radiowych.

Profesor przeanalizował także sygnały pochodzące z kilku innych podobnych komet i znalazł ten sam rodzaj chmury wodoru i ten sam typ sygnału, co oznacza, że ​​nawet jeśli kometa 266P/Christensen nie była konkretnym źródłem sygnału Wow! to inna kometa była jego źródłem.

Kolejna szansa na potwierdzenie twierdzeń Parisa będzie 7 stycznia 2018 roku, gdy przez ten obszar będzie przelatywać druga z podejrzanych komet – 335P/Gibbs.

 

 

Źródło: popularmechanics.com